Nie zdążyłem mrugnąć okiem, a słońce schowało się za horyzontem. To kolejna nieprzespana noc, lub raczej kolejny dzień z mego życia. Wiem że to już nudne, monotonne i do przesady wałkowane, ale naprawdę nie umiem myśleć normalnie. Strach przed tym że rujnuje sobie życie, że właśnie teraz decyduje się na niewłaściwą drogę z której nie będzie odwrotu, a sama wycieczka zakończy się ślepym zaułkiem, a wraz z nią moje życie, które tak pragnę udanie przebyć. Na dodatek psychika daje mi preteksty by odciąć się od Kacpra. On nie rozumie pewnych rzeczy, a i ja się w nich gubię. Irytuje mnie coraz bardziej. Może się mylę, może nie. Może jednak nie pokrywamy się w myśleniu i myślimy zupełnie inaczej. Mamy inne podejście do życia? Tutaj również – być może. Wiem że w chwili tego kryzysu wszystko wyjdzie, to czy będziemy ze sobą i po prostu to zaakceptuje i już więcej nie pomyślę by puścić; lub stanę się silniejszy i coraz rzadziej będę wychodził z mojej perspektywy, która tak naprawdę jest silna i niedoceniana. Tak, myślę że potrafię być silny.
Może to nie w porządku, ale chciałbym dotknąć ciała. Ciała kobiety, powąchać, spojrzeć jej w oczy, a później sobie. By następnie przypierdolić Kubie w mordę za to. By wiedzieć, na pewno. Mimo że psychika mówi mi obecnie co innego.
Kolejny wieczór, jesienny wieczór, zimny wieczór. Wiernie słucha mnie sufit, to jemu zdradzam sekrety moich myśli. To te, wyciągnięte z najciemniejszych zakamarków umysłu i duszy. Są ciemne, zupełnie jak dzisiejsza noc. Stawiasz kolejny labirynt zamiast szukać wyjścia – mówi do mnie kompan zza plastikowej obudowy głośnika. Dreszcze przeszywają mnie z zimna, choć w pokoju jest ciepło. Oczy zaszklone staram się ukryć za powiekami, tam czuje że są bezpieczne. Tam ja czuje się bezpieczny. Czy to dlatego tyle łączy mnie z wieczorami i ich mrokiem, który tak bardzo kocham? Nie wiem, ale myślę o tym, bo uciekam myślami gdziekolwiek, byle z dala od wewnętrznej czerni. Musisz zrozumieć że ból wpisany jest w życie, wiem że trudno się z tym pogodzić. I wiem co czujesz, ja też z tym pogodzić się nie umiem. Proszę cię tylko o jedno, okryj się szalem wiary i wytrzymaj do świtu, choć ten będzie trudny. Kiedy spojrzysz w lustro będziesz tam sam. Będzie stał przed Tobą człowiek do którego czujesz urazę lub którego kochasz. Nie możesz mu ufać, w żadnej postaci. I wierz mi na słowo, znam tą postać doskonale. Uporaj się z tym i wiedz że jestem z Tobą, pragnę tego jak Ty, zupełnie jak Ty… Jakbyśmy byli jednością.
Dłonie mam czyste, myje je często. Są lekkie i moje, to sprawia że je lubię. Nawet zdjąłem z palca metal. Nie dlatego że mi ciążył, nawet nie dlatego że jest źle, bo jest dobrze. Dlatego że oczekuje tego ode mnie ktoś, z kim się związałem chcąc nie chcąc i zwyczajnie zaakceptowałem jego obecność. Żartobliwie nazywam go sufit – to ten sam o którym pisałem na początku.
Łatwo postawić diagnozę, wiem że robisz to często i muszę przyznać że ja również. Wiem że białe jest białe, ale Ty też to przecież wiesz. Wiem też jak to jest, kiedy jest się czegoś pewnym, a ktoś lub coś stara się nas zmylić i sprawić byśmy zgubili się w tej pewności. Często im się to udaje, wiem to. Sami często lądujemy na pustyni smutku i zgubienia w własnym „ja” i trudno się stamtąd wydostać. Wielu ginie i nie odnajduje drogi nigdy. Musisz zapamiętać że nas „nigdy” nie dotyczy i nigdy dotyczyć nie będzie.
Dużo lepiej odejść od stołu będąc najedzonym, niż odejść głodnym. Zastanawiam się co jeśli potrawy nam nie smakują, zjeść by się najeść, czy wstrzymać apetyt i poczekać aż zaserwują cos lepszego? Jedno jest pewne, nie wypada odchodzić od stołu przed zakończeniem uczty, niekoniecznie naszej.
Można wierzyć w znaki na niebie, przypadki, Boga, zbiegi okoliczności i wyliczenia matematyczne, można również wierzyć w znaczenie snów… Ja jestem i zawsze byłem sceptycznych do telepatycznych przesłanek. Moje zdziwienie bierze fakt, że pare razy moja podświadomość(?) dała mi obraz w snach który dosłownie bądź niedosłownie w krótkim czasie się ziścił. Za czasów kiedy była Ewa śnił mi się ten sam/podobny sen trzy razy pod rząd. Mówił on o tym, że Ewa zdradzi mnie z kimś ze swojej klasy którego nazwisko zaczyna się na W. Pamiętam że po serii tych nocy chodziłem roztrzęsiony i biłem do niej, że coś musi być nie tak, wręcz typowałem te osoby, obstawiałem Wiktorowicza – jej dobrego kolege z ławki. Ona zaś mówiła że to tylko sny i jest mi wierna. W ciągu tygodnia zdradziła mnie z Woźniakiem. Mnie, rasowego sceptyka, przeszło strasznie dziwne uczucie gdyż trudne było to nazwać przypadkiem. Jakiś czas później sen przyniósł obraz, w którym zaczęły wypadać mi zęby – zupełnie jak mleczaki. Według sennika oznacza to śmierć bądź ciężko chorobę kogoś bliskiego. Dwa tygodnie po tym zdarzeniu zmarł mój dziadek. Nie stałem się jednak ciężkim fanatykiem moich snów, nie rozmyślam o co w tym chodziło, dalej jestem sceptykiem, lecz z małym „ale”.
Dzisiejsza noc przyniosła obrazy które mimo snu, były bardzo dziwne. Był to mój pokój, a tam klatka której nigdy w rzeczywistości nie widziałem. W klatce zaś były trzy chomiki. Ich ilość już w śnie była dla mnie dziwna, ale jak to w śnie – nie rozmyślamy o takich rzeczach. Z jednym z nich który zaczął uciekać (z klatki) zacząłem się bawić. Po chwili kiedy zamykałem go z pozostałymi, ujrzałem dodatkowo papugę, kolorową papugę które siedzi niemal że na szczycie tejże klatki (ale w niej).
Kolejny sen tej nocy również do normalnych nie należał. Akcja działa się w domu mojej ciotki, o dziwo byłem tam sam. W kuchni leżało ciasto jakim raczyłem się poczęstować, za moment wpadło do domu dwóch policjantów, karłów. Pojawili się oni w sprawie narkotyków… Dalsza część uciekła mi z głowy, jednak sam urywek to dość niespotykane przeżycie, nawet jeśli dzieje się we śnie.
Kiedy rano otworzyłem oczy z ciekawości sprawdziłem parę haseł, muszę przyznać że niektóre wyniki mnie zaskoczyły:
Papuga, zobaczyć albo słyszeć ją mówiącą: ktoś wypaple twoją pilnie strzeżoną tajemnicę. – Co prawda papuga do mnie nie mówiła, lecz przyglądałem jej się niezwykle dokładnie. Po przeczytaniu znaczenia aż strach przeszedł mi po plecach. Zazwyczaj nie mam tajemnic, poza tą jedną, o której na tym blogu pisać nie trzeba… A jeśli będzie tak jak w przypadku snów z przeszłości? Aż strach myśleć. I w dodatku kto miałby ją „wypaplać”? Trudno jednak nie dziwić się temu tłumaczeniu po przeczytaniu „pilnie strzeżoną”, bo przecież „ta” tajemnica to sekret mojego życia.
Chomik, może oznaczać, że z łatwością osiągniesz dobrobyt. Symbol oznaczać też może, że w związku z drugą osobą dużo bierzemy, a mało dajemy od siebie. Bawić się z chomikiem – poznasz kogoś wpływowego. – Ta informacja wstrząsnęła mną najbardziej. Gdyby nie fakt że Kacper ma do mniej żal, że czuje jakby znacznie więcej wkładał starań i samego siebie do naszego związku zapewne olałbym z uśmiechem na twarzy tenże sennik. I faktycznie tak trochę jest, po ostatnich dołach i przemyśleniach nabrałem zimnego dystansu stojąc w jednym punkcie. To hasło trafiło w samo sedno teraźniejszego czasu – czyżby przypadek?
Narkotyki, spory zysk lub ktoś plotkuje o Tobie. – Niedługo będę miał okazje zarobić, nie liczę na duży profit, ale kto wie. Czy senna przepowiednia mówi właśnie o tym? A co jeśli łączy się ona z wyżej wspomniana papugą? Mam nadzieje że to pierwsze.
Karzeł, przeciwieństwo olbrzyma; liczą się drobne emocje; często taki sen wywoływany jest obecnością pasożytów, insektów. – Kolejne zaskoczenie. W moim domu toczy się właśnie batalia z owadami które rozmnożyły się w przysłowiowych moich czterech ścianach.
Klatka, dla zwierząt: czeka Cię podwyżka i zmiana otoczenia. – Tutaj nic nie pasuje. Chyba że mowa o zmianie otoczenia, kiedy to tajemnica wyjdzie na jaw, a obecne mnie porzuci (jeśli się uda przeżyć).
Jak pisałem jestem sceptykiem, mimo wszystko takie trafne znaki bardzo mnie niepokoją. Może to jakiś diabelski przypadek, lub manipulacja typu wizyta u wróżki – kiedy dane hasło możemy przypisac do wielu rzeczy. Mimo wszystko, zbyt konkretne informacje wraz z ich ilością sprawiaja że trudno mi anulować z głowy ostrzeżenia…
Coraz bardziej mnie męczy świadomość która ma śmiałość rzec do mnie „Jesteś gejem”. Od razu kreuje mi się obraz pedała, spedalonej, obleśnej cioty której w dupie się poprzewracało. Przechodzi mnie dreszcz zażenowania, przecież to nienormalne. Chłopak z chłopakiem. Co by powiedziała matka, co by powiedziało otoczenie? A tak w ogóle, to co ja mam do powiedzenia sam sobie? Jakie to cholernie dziwne. Nawet nie chce myśleć jak normalny – że tak pozwolę sobie nazwać – człowiek spostrzega kogoś takiego jak ja? Co tak naprawdę myśli Magda? Nie widzi mnie, nie widzi Kuby. Zapewne nie czuje takiej normalności jak w relacjach z innymi. Ona rozmawia z pedałem, ona kurwa gada z pedałem. Nawet jeśli mnie lubi, w jej oczach nie jestem Kuba, jestem gejem. Tak myślę. Jestem tego pewny. Tak bardzo tego nie lubię, tak mnie to wewnętrznie wkurwia, że sam dla siebie przestaje być Kubą, człowiekiem, przechodniem. Świadomość i cyk, zmieniam się o 180 stopni w oczach człowieka. Zmieniam wygląd i tożsamość na osobę homoseksualną. A tak wcale nie czuje, tak bardzo wypieram z siebie ten cały gejowski świat, że nawet w rozmowach z Kacprem unikam tego tematu, bo wydaje mi się on dziwny i niesmaczny. Uciekam, bym nie był traktowany jak gej. A przecież nim jestem. Bo gdy Kacper jest obok, kiedy czuje jego dotyk, kiedy czuje że jest, gdziekolwiek, w łóżku, na ławce w parku czy po prostu gdzieś – nie odczuwam żadnego psychicznego dyskomfortu, a wręcz przeciwnie. Jednak gdy oddala się ode mnie, chociażby na parę kroków, moje psychika krzyczy, drze morde że coś tu kurwa jest nie tak! Co za pierdolony paradoks. Paradoks, tak właśnie powinienem mieć na imię, Paradoks. Zastanawiam się nad pójściem do psychologa, chociaż czy to ma jakiś sens? Co miałbym mu powiedzieć? Co on by mi mógł powiedzieć? Albo zwyczajnie może wykrzyczeć że jestem pedałem i czekać aż mnie zabiją…
Brakowało mi obrączki na palcu, którą dostałem od Kacpra. Dziś znów błyszczy na mojej dłoni. Dziś? Chwile po rozstaniu. I sam już nie wiem czy to tylko był kryzys, czy po raz kolejny wsunąłem sobie zaślepki na oczy. Kocham go i po raz kolejny zaczynam wierzyć że on mnie też. Z kłamstw się wytłumaczył, choć to absurd mówić że z kłamstw można się wytłumaczyć. Ma coś w sobie, co sprawia że mu wierze, nawet jeśli moja podświadomość uważa inaczej. I powstaje toksyczny wir, który uspokoić może tylko miłość – on zapewnia mnie, że ta miłość jest. I muszę przyznać że cholernie dobrze mi przy nim, mimo wszystko. Znów nie słucham rozsądku, słucham serca. I wiem, wiem że być może to błąd, bo nie pierwszy raz ono błądzi. A może teraz się nie pomyliło? Gdybym znał odpowiedź, jakie to wszystko byłoby łatwiejsze… Jeśli popełniam błąd, to będzie rozpad zaufania, psychika siądzie jak WTC jedenastego września.
Mam tyle pytań na które szukam odpowiedzi, mam tyle wątpliwości które chciałbym rozwiać. Jak to jest być skopanym przez życie? Jak to jest byś samemu w światowej metropolii pełnej ludzi? Na te pytania umiem odpowiedzieć, mógłbym napisać prace magisterską na ten temat. Dlaczego? Tego nie wiem i nie rozumiem. Kacper znów okazał się kłamcą. Wpadł przez moją chamską dociekliwość, jednak to on okazał się większym chamem. Już mu w nic nie wierze, już nikomu w nic nie wierze. Zdradzał mnie? Szukał na seks? Czy rozglądał się za kimś lepszym? – pytania nad którymi gdybam, bo tylko to można wnioskować po jego nie fair zagraniach. Nie chcę o tym pisać, bo zwyczajnie nie mam ochoty. Moje otoczenie również się wystawiło plecami, jakby wszyscy się zmówili i na trzy cztery chcieli rozjebać mi psychikę. Całkiem im to wychodzi. Po raz kolejny mój pokój stał się twierdzą nie do zdobycia. Moje samotne królestwo znalazło sojuszników – to cierpienie i samotność. Jak długo będę musiał bronić się przed samym sobą i światem by w końcu stąpać po terenie którego moje oczy ani stopy nie znają? Nie wiem. Zapowiada się długa batalia na terenie moich pól, armaty wycelowane w pamięć i uczucia. Atak! Pragnę je zabić, choć tylko one mi pozostały. Nas już nie ma, nie ma Kacpra. Nie umiem być z kimś kto mnie oszukuje, kłamie jednocześnie patrząc w oczy i się uśmiechając.
Coraz częściej dochodzę do wniosku że nie nadaje się do życia w tym świecie. Nie odnajduje się kompletnie, wśród ludzi, wśród siebie, wśród niczego. Ciągła pogoń za nauką, pracą i tym by po prostu zwyczajnie żyć wydaje mi się bez sensu. Czy to już depresja? Trudno powiedzieć. Nic mi nie pasuje, nic nie układa, nic nie działa jak powinno. Funkcjonuje, jakoś funkcjonuje i znoszę swoje „ja”, ale zaczynam mieć dość. Chciałbym się ulotnić, zostawić siebie i te problemy raz na zawsze. Zostawić zazdrość, ból, niepewność, płacz i śmiech, wszystko co mam i udać się do pomieszczenia które odizolowane od wszelkiego o czym można pomyśleć wydaje się być bezpieczne. Czy to już myśli samobójcze? Nie. Te zażegnałem pare lat temu, po terapii i psychotropach. Dziś jestem silniejszy, to nie znaczy że silny. Życie rzuca mnie w dzicz, a intuicja i wyobraźnia pokazuje jak przetrwać, niczym Bear Grylls. I biegnę tak przez chaszcze, myśląc by się nie poddać i przeżyć kolejny dzień, kolejną godzinę, minutę… Ale ile można? No kurwa ile? Jeść te straszne „przysmaki” świata, spać po dołach i ciągle czuwać by coś mnie przypadkiem nie zjadło? Kto wie, może kręcę się w kółko, nie wiem w którą stronę do cywilizacji – normalności.
Czuje straszną zazdrość, strach i obawy – w każdej dziedzinie życia. Czy chodzi o przyszłość, miłość, szkołę czy prace, rodzinę, umysł, ludzi czy przyjaciół. Cały świat jest zbyt skomplikowany i wydaje się być chory, wszystko wydaje się być chore – wniosek nasuwa się jeden – to ja jestem chory.
Wkurwiam się o przeszłość Kacpra, o jego kłamstwa którymi mnie karmił i o byłego chłopaka. Czuje, że gdyby od niego nie odszedł, na mnie nawet by nie spojrzał. Moja podświadomość chce wyeliminować ex mojej Miłości, zwłaszcza że Kacper opowiadał mi jak bardzo z nim był szczęśliwy. Później kłamał że nie utrzymuje z nim kontaktu, a ja dogrzebałem się prawdy w postaci archiwów pieszczotliwych rozmów które toczyły się za mojej „kadencji”. Sytuacja się powtórzyła, tym razem wiedziałem że coś jest bardzo nie halo, że sprawa znów tyczy się ukochanej, szczęśliwej przeszłości Kacpra. Tym razem był brutalnie stanowczy, nie mogłem sprawdzić na jak wielką skalę ma się sprawa. Bronił bolącej prawdy kłamiąc prosto w oczy, a wręcz używając siły i był gotów odejść, byle bym nie dowiedział się co tak naprawdę kryje telefon – w tym przypadku dowód rzeczowy w sprawie o zabójstwo zaufania. Z jego zachowania wnioskuję że to było coś doprawdy krzywdzącego. Byłem tak zdesperowany, że kazałem mu wybrać – albo pokażesz mi jak wygląda prawda, albo żegnaj. Pierdole, mam dość tego typu jazd po poprzednim związku. Niestety, wybrał opcje „żegnaj”, po czym wrócił i zacierając ślady zbrodni mówił „Daj sobie to wszystko wytłumaczyć”. Wciskał mi kolejne farmazony które kompletnie nie pasowały do całej sytuacji. Nie jesteś naiwny, nie możesz być – mówi mi przeszłość. Kiedy Kacper zauważył że nie da rady wcisnąć mi tych śmiesznych kitów, których nawet nie chce wspominać, przyznał że pisał ze swoim ex, ale tak po prostu, na zasadzie „Co u Ciebie słychać?”. Nie chciał mi mówić, bo wie że byłbym niezadowolony. Cóż, bardziej niezadowolonym się być nie da – kiedy okazuje się że najbliższa osoba kłamie prosto w oczy. Zrozumiał swój błąd, więcej się to nie powtórzy, do trzech razy sztuka – prosił bym dał mu szansę. No i cóż… Dałem. Problem z tym, że moja zaufanie jest naderwane, a płótno tak delikatne iż zszycie wydaje się niemożliwe. Minęło pare miesięcy od tego czasu, dalej nie umiem poskładać się po tym w całość, a raczej mojej ufności. Uczulony na osobę jego byłego, słysząc lub widząc jakiekolwiek powiązania między nim, a Kacprem doprowadzają mnie do szału i chęci ucieczki od mego lubego.
Wszystko z czegoś wynika. A skąd ja wynikam?
Biegniemy przez las. Jest ciepła noc, a wróg wydaje się być daleko. Na twarzach widać spokój i poczucie bezpieczeństwa, choć nie zawsze tak bywa. Dobiegamy do naszej tymczasowej bazy, prześpimy tu noc, w miarę bezpiecznie. Dowódcą zostałem przypadkiem, dano mi podwładnych z dnia na dzień i kazano nimi zarządzać. Do tego podwyżka, może w końcu odłożę jakieś pieniądze. Jestem dla mojej armii jednostką priorytetową, to ja tu wydaje polecenia i ja ich prowadzę. Rzekomo mam największe doświadczenie, a moje umiejętności przewyższają innych. Często widzę jak ze sobą rozmawiają, normalnie, jak kumple i przyjaciele. Ja w tym czasie stoję na baczność i zerkam na nich kątem oka. Muszę być poważny, muszą czuć do mnie szacunek i respekt. Nie, nie wydaje tylko rozkazów i nie pokazuje palcem, staram się być dla nich nauczycielem aktywnym, choć właściwie w jakimś sensie mój zawód na tym polega. Z jednej strony szeryf, z drugiej praktykant. Na poligonach strzelam jak oni, ale to ja wydaje komendy odnośnie strategii i broni. Również to ja rozpalam ognisko tłumacząc jak się to robi, choć i tak wszyscy wiedzą. Ja mówię czy jest dobrze czy źle, i gdy popełniam błąd nikt nie zwraca na to uwagi, kiedy to ja muszę pilnować innych by ich nie popełniali. Wszystko wydaje się w porządku, mam władze, pieniądze, swoich ludzi – jestem kimś. Problem w tym, że spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba. Awans. Niespodziewany awans który zmienił moje dotychczasowe życie o sto osiemdziesiąt stopni, a tak naprawdę nie wiem czy go chciałem, niby tak, niby nie. Wiadomo, większe dochody mówią same za siebie, być dowódcą niby też fajna sprawa. Ale… To wielka odpowiedzialność, wiele wyrzeczeń na które nie do końca mam ochotę i nie wiem czy jestem na nie gotowy. Nie lubię czuć się ważniejszy od innych. W głębi duszy, patrząc tak na nich, tych obracających się na tym samym szczeblu – są tacy ludzcy, normalnie, wyluzowani. Podchodzi do mnie jeden z mężczyzn, który przed chwilą żartował w grupie swoich kolegów. Staje przede mną na baczność, patrzy mi się w oczy i zaczyna przekazywać informacje. Jego głos jest poważny, zbyt oficjalny, za bardzo machinalny. Ot stoi przede mną człowiek, ma mnie za ważniejszego i nie możemy rozmawiać normalnie. On sobie pewnie by tego wyobrazić nie umiał, a ja tylko chciałbym by był na równi – przecież jest taki sam, ma parę oczu i uszu, nos, ręce i nogi, jak każdy, nawet najważniejszy z najważniejszych. Nie mogę tego przerwać, gdybym sprowadził swoją osobę do równych stosunków z nimi, oddział prawdopodobnie przestał by istnieć – nie wiedzieli by co robić i jak postępować. A prawda jest taka, że ja też nie wiem. Jestem złą osobą, na złym miejscu – na złym stanowisku. Póki co utrzymuje ten oddział, jakoś funkcjonuje, ale nie czuje bym długo wytrzymał jako ten na górze. (…) Kiedy wstaje ranek opuszczam jednostkę, akcja odwołana – przychodzi polecenie z górnych stref, wszyscy wracają do swoich domów, mamy wolne! Udało się, każdego cieszy ta wieść. Nie zmęczyliśmy się zbyt bardzo, a noc bezpiecznie powitała ranek. Odtransportowali nas do bazy głównej, zdejmuje mundur i przestaje czuć na sobie to zakłopotanie. Wsiadam w cywilny samochód, jadę do Kacpra. On nic nie wie, nie mogę mu powiedzieć co tak naprawdę myślę o mojej pracy. Jest ze mnie dumny, zbyt zadowolony.
Spacer po oblodzonym, zaśnieżonym mieście. Słońce nisko świeci na biały puch, a na naszych twarzach widnieje uśmiech. Cała okolica wygląda jak z bajki, zaśnieżone miasteczko tętniące życiem. Wieczorem pójdziemy na łyżwy, później do lokalu zjeść jakąś pizze, przepijając kuflem zimnego piwa. Będzie już ciemno, zimno i późno. Po wyjściu z ciepłej pizzerii ogarnie nas zapewne chłód, dam mu buziaka i ruszymy w stronę mieszkania. Tam weźmiemy szybki prysznic. Gdy Kacper się myje, ja robie popcorn, tak na zagryzkę. Zaraz położymy się do łóżka i wybierzemy jakiś film, mam ich całkiem sporo. Komedia, dramat, akcja, a może jakiś horror? Nie wiemy na co się zdecydować. Po chwili dochodzimy jednak do konsensusu – komedia. W domu jest ciepło, za oknem sypie śnieg. Czuje się tu bezpiecznie, jak w jakiejś twierdzy chroniącej mnie przed złem tego świata. Tu ciepło, za oknem zimno; tu moja przestrzeń, za oknem wszystkich. Moja - bo Kacper to też ja, bez niego mnie nie ma. Leży obok, ma na sobie tylko bokserki, podobnie jak ja. Przytula się do mnie i tak oglądamy film. Czuje jak pachnie. Strasznie mi się podoba gdy leży tak w samych majtkach z uśmiechem na twarzy, gapiąc się w ekran. Daje mu buziaka i zaczynam ponownie śledzić akcje w filmie. Kiedy na ekranie pojawia się ciemne tło z napisami, w pokoju robi się znacznie mroczniej. Spoglądamy na siebie, zaczynamy się całować. Obejmuje mnie, a ja jego, jest przyjemnie ciepły, delikatny i cały mój. Szepcze – Kocham Cię – na co odpowiada równie cicho – Ja Ciebie też – i znów jest mi dane obserwować jego uśmiech, który ma świetny. Całujemy się dalej, namiętnie. Jest magicznie. Na chwile przerywam, wyłączam telewizje, robi się zupełnie ciemno. Tylko latarnie z ulicy rzucają lekki półmrok. Włączam pilotem wieże i po chwili z jej głośników wydobywają się ciche i przyjemne dźwięki. Uśmiecham się do niego i mówię – Idziemy spać – No przecież śnimy – odpowiada, muskając mnie w usta. Ręką jeździ mi po klacie, brzuchu i nogach. Dreszcze pojawiają się na moim ciele, które tonie w zachwycie. Uwielbiam jego dotyk. Zaczynam całować go po szyi, klacie. (…) Rano budzę się pierwszy, Kacper jeszcze słodko śpi. Nie będę go budził. Muskam go jedynie w usta, wstaje i podchodzę do komody. Z szuflady wyciągam bokserki które wsuwam na siebie. Zmierzam do łazienki. Tam się chwile ogarniam, Kacper dalej śpi. Zrobię śniadanie dla nas. Jajecznica była wczoraj… To może kanapki z serem i pomidorem, a do tego gorące kakao? Kładę ser na pieczywie, a z tyłu zaskakuje mnie zaspany Miś – Dzień dobry Kochanie – mówi, dając mi buziaka – Dzień dobry – odpowiadam, widząc jego zaspaną uśmiechniętą minę. Zaraz będzie śniadanie – dodaje, on tylko szerzej się uśmiecha patrząc mi w oczy, odwraca się i wchodzi do łazienki.
Odrywam głowę od poduszki, tym samym przerywając moje myśli. Wątpliwości odeszły, czas w którym żyłem w bolesnym zawieszeniu emocjonalnym, sprawił że cholernie się za nim stęskniłem. Kocham go i jestem tego pewny, chcę go, wiem to. Po prostu wiem. Znów jestem o niego zazdrosny i znów mam ochotę go zjeść. Cały czas zresztą chciałem, tylko po raz kolejny się pogubiłem w swojej osobie, teraz nawet nie umiem po części tego zrozumieć. Potrzebuje go, nie wyobrażam sobie by nagle znikł. Boje się tylko o siebie, on jest silny, a ja? Boje się że wróci, a wiem że wróci. Wróci ten stan, który przerywa klisze filmową i obraz znika, a nie ma jak jej skleić. Kacper zawsze próbował, pragnął mnie poskładać, posklejać i wziąć sobie mnie, takiego popękanego. To strasznie miłe, to niezwykle angażujące. Włożył w to dużo trudu, jednak ja znów się rozbiłem. – Nie będę cie sklejał co jakiś czas, zwyczajnie nie mam na to sił, nie dam rady – mówi do mnie Kacper, ale to już opisałem w poprzednim wpisie. Kocham go, ale nie panuje nad tym co ze mną się dzieje w chwilach, kiedy zwątpienie i obawy przejmują władzę. Boli mnie, a przede wszystkim boli jego. Nie wiem co z tym zrobić, nie wiem czy nie krzywdzę go zbyt bardzo, tak bardzo że lepiej byłoby sobie darować. Marzę o tym, by był zawsze u mego boku, bym mógł dawać mu szczęście i brać je z niego, jak w przypadku wyżej opisanej fantazji, która nie wydaje się być wygórowana w świecie dzisiejszych oczekiwań. Chciałbym by po prostu był, zawsze.
Siedzę na ławce, obok Kacper. Ludzie się kręcą, słońce świeci, okolica przyjemna dla oka. Przyjechał mi powiedzieć że dłużej tak nie może, przyjechał oddać mi obrączkę którą mu kiedyś dałem. Kupiłem ją po rozstaniu z Ewą, tak na przekór zasadą, obrączka symbolizująca wolność. Dałem mu ją, moją wolność. A teraz siedzi obok chcąc ją zwrócić. Mimo wszystko trzymam się jeszcze kupy, umiem wydusić z siebie uśmiech który zepewne go dezorientuje. Uciekam w kamienne chodnikowe kostki, myśląc ile osób je przeszło. W niebo które swoim błękitem pokazuje jak przestrzeń jest wielka i piękna. I drzewa, które niebawem rozbiorą się do zimowego snu – Nie mogę żyć w takiej niepewności. Przez ostatnie dni mnie ignorujesz, zlewasz, nie szanujesz. Nie mogę pozwolić sobie na brak szacunku. To nie ma sensu, czuj się wolny – słucham tego co mówi. Tkwie w hibernacji, nie jest mi ani smutno, ani wesoło. W głowie pojawiają się różne myśli, powinienem którąś złapać i mu ją przekazać, ale siedze w ciszy jeszcze chwilę. W końcu rzucam – Nie jest mi łatwo, nie chcę byś mnie rozumiał, bo ja sam siebie nie umiem zrozumieć. Po prostu się pogubiłem, a nie mogę udawać, po prostu nie umiem mówić że jest dobrze, jeśli jest inaczej – Kacper macha głową. Strasznie dziwna ta rozmowa, dziwne myśli. Kim ja jestem i czego chcę? Jakie to głupie pytania, tak ważne dla mnie – tak oczywiste dla innych. Obecnie mam je gdzieś, spoglądam na niego i cholernie pragnę go pocałować, tu i teraz. Tak o, niezależnie od wszystkiego. Jego bliskość, potrzebuje jej. Rzucam spojrzenie na okolice. Muszę sobie darować, choć przychodzi mi to z trudem. On coś do mnie mówi i chyba go nie słucham, myślę o jego ustach i o nim. Kupuje go teraz. Ale co potem? Nie chcę by znikł – Zero kontaktu, zero nas. Znajdź sobie dziewczynę, załóż rodzine i bądź szczęśliwy – mówi do mnie. A ja myślę tylko o tym by go pocałować. Odrzucam to co mówi, chce jego, chce Kacpra. Wiem to. – Zawiodłem się, obiecałeś że będziemy razem, ale tak się nie da, nie miało tak być, nie chciałem tego – prawi, siejąc zamęt w mojej głowie. Ciągle jednak pragnę jego osoby, czuje to całym ciałem, czuje że moje usta z jego tworzą ułożone puzzle. Chciałbym to zakończyć, tą rozmowę, przewinąć ten cały syf do happy endu i mieć go, tu, teraz, zawsze. Ale znam siebie, znam tego skurwiałego Kubę i mam świadomość, że to nie zabawka, że go krzywdzę. Siebie też, ale nie mam na to wpływu. Zaś on już ucieka od tego terrorysty we mnie, a ja chcę by uciekł, by żył. Sam chciałbym uciec, wraz z nim, Abo nawet sam. Ale ta niepewność siedzi we mnie, te znaki zapytania, te obawy i chore emocje które nie pozwalają mi normalnie żyć. Zaburzenia osobowościowe – na bank. Może powinienem zgłosić się do psychologa, psychiatry? Może. Kacper się pyta co wiem, czego oczekuje. A ja nie umiem odpowiedzieć na żadne z tych pytań. Nic nie wiem. I tu leży problem, że ja kurwa nic nie wiem! – Jestem w stanie uszanować każdą Twoją decyzje, bo rozumiem że mogę Cie krzywdzić, a naprawdę nie umiem odpowiedzieć na żadne pytanie. Nie chcę Cie krzywdzić, ale nie mogę udawać. – powtarzam. Ta rozmowa przestaje mieć sens, kręci się w kółko. Wstajemy z ławki, zaczynamy iść w stronę busa którym za chwile będzie wracał. Rozmawiamy cały czas, sam już nie wiem o czym – cały czas niby o tym samym. W końcu się żegnamy, obaj wiemy że jednak nie ostatni raz chociaż do niczego sensownego nie doszliśmy. – Kocham Cię, tyle wiem. – Mówię, żegnając go. Ruszam w stronę domu. Wcale nie myślę o tym wszystkim, jedynie żałuje że go nie pocałowałem. Dlaczego postępuje tak niedojrzale? Czy ja przypadkiem nie kisze swojego ego, tego związku i całego siebie w zamkniętym słoiku którego boje się otworzyć? Nie wiem co mam robić, żyje w paradoksie na prostej idącej slalomem.
Licznik odwiedzin: 1 877
Jeśli nie umiesz zrozumieć, chciałbym byś mnie zignorował.
Na imię mam Kuba, obecnie mam 18 lat i jestem jak każdy, chociaż nikt nie jest taki jak ja.
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: